Faktycznie uważam, że z większej perspektywy ubiór dużo nie znaczy.

Na pewno dużo ważniejsze jest to, jak żyjemy – nasze działania, wybory dotyczące rzeczy powszechnie uważanych za ważne jak np. praca, dzieci, mieszkanie na kredyt, i tak dalej, i tak dalej. Ubiór jest jednak dla mnie formą ekspresji, a także zbroją, ale nie taką, która ogranicza, a taką, która chroni i sprawia, że czuję się kimś innym.

W sumie lepiej określi to, jak się czuję w dobrym garniturze nie zbroja, a kostium superbohatera. Człowiek trochę staje się kimś innym i może wykorzystać umiejętności, o których nawet nie miał pojęcia. Ubiór, w którym dobrze się czujesz, w którym się sobie podobasz, daje Ci pewność siebie, chęć do działania, większą motywację… no i po prostu życie jest zajebistsze w dobrej stylówce, co tu dużo mówić. Stajesz się głównym bohaterem swojego filmu.

To nie oznacza oczywiście, że każdy o ten ubiór musi dbać i na siłę szukać własnego stylu. Zdaję sobie sprawę, że dla kogoś dobry garnitur może znaczyć tyle, ile dla mnie fajny samochód – fajnie, że jest, ale w sumie czy pojadę Astonem, czy Citroenem, to nie robi mi dużej różnicy. Są ludzie, którzy po prostu czują się pewnie w swojej skórze i inne rzeczy sprawiają im szczęście, i ja absolutnie nie mam z tym problemu. Nikogo nie oceniam pod względem ubioru, chyba że sam o to poprosi, a i tak wtedy mogę się tylko odnieść do kryteriów klasycznej męskiej elegancji, bo przecież nie jestem jakąś wyrocznią. Nie da się – według mnie – obiektywnie stwierdzić, czy ktoś jest ubrany dobrze, czy źle, bo dla każdego te określenia znaczą coś innego.

Ja się jednak nie czułem pewnie w swojej skórze, kiedy miałem 19 lat i wyjeżdżałem z rodzinnego miasta do stolicy Wielkopolski, aby rozpocząć studia. Nie wiedziałem, co chcę robić, bałem się kontaktu z kobietami, nie byłem typem imprezowicza, nie wyglądałem cool, miałem 1,7m wzrostu i byłem lekko chubby. Marynarka i koszula pomagały mi poczuć się pewniej aż do momentu, w którym już ich nie potrzebowałem.

Dla kogoś to może być ulubiona bluza, unikatowe sneakersy, czapka z daszkiem z logo Supreme (czuć, że mam w głowie przeterminowane trendy, co?), a dla kogoś nowy smartfon, dobry samochód, umiejętność zbudowania automatycznego zamka do drzwi czy zdolność do wypicia 8 piw w 60 sekund. Ja wybrałem dbanie o to, jak wyglądam, i tak dobrze poczułem się z elegancją, że stała się moim znakiem rozpoznawczym. Bardzo mi się to podoba, tym bardziej że z czasem ten styl ewoluował i przestałem tak bardzo podążać za zasadami, a skupiłem się na tym, co lubię i czuję, i w czym czuję się dobrze.

Jeżeli też chcesz zobaczyć, czy dbanie o ubiór to Twoja droga, to właśnie dla Ciebie tworzę te wszystkie treści. Dużo więcej sensownych (konkretnych, znaczy się) poradników znajdziesz na moim profilu na Instagramie, a także na stronie Buczyński, w którym pracuję i zajmuję się marketingiem właśnie. Dzięki tym wpisom i filmom dowiesz się wiele o klasycznej męskiej elegancji i może złapiesz bakcyla, a może próg wejścia Cię odrzuci. Niezależnie jednak od tego, jaki styl – i czy w ogóle jakiś – jest Ci bliski, to pamiętaj, że zawsze dobrze jest zadbać o proporcje, czyli właściwe długości i szerokości. To powtarzam jak mantra, bo niezależnie od stylu, dopasowanie ma ogromny wpływ na to, jak jesteśmy postrzegani.

Nawet jeśli nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *