sony-a7riii-recenzja-aparatu
Zdjęcie wykonane przez Anię Ofierzyńską.

Kupowanie drogiego aparatu było dla mnie nie lada wyzwaniem. Wydawanie dużej kwoty było strasznie niekomfortowe; stroniłem od aż tak drogich rzeczy, na które często musiałem oszczędzać miesiącami. Pandemia jednak zmieniła trochę moją optykę, tym bardziej biorąc pod uwagę, że kurs złotówki leciał na łeb na szyję, a sprzęt fotograficzny drożał. Zrozumiałem, że nie oszczędzam po to, aby pieniądze leżały w nieskończoność i traciły na wartości, a po to, żeby je inwestować lub po prostu z nich korzystać. Wyskrobałem więc wszystkie drobne ze skarbonki i skorzystałem z cashbacku, przeskakując z Sony a6300 na pełnoklatkowy Sony A7RIII. Czy było warto? Oto moja recenzja Sony A7RIII!

No było, zdecydowanie!

Przeskok jest niesamowity pod względem jakości zdjęć, sprawności autofocusa i samej ergonomii. Większe body to jednak więcej przycisków i lepszy chwyt, szczególnie dla męskich rąk. Bardzo podoba mi się też joystick do ustawiania ostrości, który po chwilowym przeszkoleniu staje się super wygodny. Z touchscreena za bardzo nie korzystam, ale fajnie, że jest. Czasem nosem wyśrodkuję sobie ostrość, jak mam kciuk zbyt daleko od wcześniej wspomnianego joysticka.

Szersze pole widzenia przy pełnej klatce też jest dla mnie zdecydowanie wygodniejsze, ale wynika to też z doboru obiektywów. Nigdy nie korzystałem z obiektywów 20-30mm, więc 35mm czy 50mm na matrycy APS-C zbliżały już dość konkretnie (jest to ekwiwalent ogniskowych 60-80mm). Wiedziałem, że prędzej czy później będę się przerzucał na pełną klatkę i tak, w związku z czym kupowałem obiektywy FE. Droższe, owszem, ale i bardziej przyszłościowe. Jeżeli nie wiesz, jaka jest różnica między pełną klatką a matrycą APS-C, to przeczytaj ten wpis.

Wielu ludzi skarży się na autofocus w tym modelu, ale przyznam szczerze, że nie mam porównania do modelu A7III czy nowszych a6XXX, w związku z czym trudno mi się odnieść. W porównaniu do poprzedniego a6300 jest zauważalnie lepiej.

Pełnoklatkowa matryca 42mpx

Wybrałem A7RIII ze względu na 42mpx matrycę, która bardzo dobrze współgra z moim stylem obróbki, czyli… przycinaniem. Lubię mieć dużą kontrolę nad kadrowaniem zdjęć w postprodukcji, do tego lubię zdjęcia pełne detali, które można przybliżać prawie bez końca. A7RIV było dla mnie zdecydowanie zbyt drogie, do tego jeszcze większa matryca to jeszcze większe RAWy, a mój Macbook z 2015 roku z dyskiem 128GB prawdopodobnie już by tego nie uciągnął.

Z perspektywy czasu zacząłem zauważać, że taka matryca jednak nie była mi potrzebna i mogłem spokojnie zaoszczędzić, kupując A7III. Na szczęście nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, i dopiero po przesiadce na obiektyw Zeissa pojąłem, jak robić takie zdjęcia pod względem jakości, jakie chcę.

Matryca wypakowana po brzegi pikselami po prostu wymaga najlepszego szkła. Sigma 35mm F1.4 (recenzja tutaj), z której korzystałem, to naprawdę fajny obiektyw, ale niewystarczający dla Sony A7RIII, przynajmniej w moim odczuciu. Dopiero po przesiadce na Batisa 40mm (Zeiss Batis 40mm – recenzja tutaj) zacząłem fotografować z prawdziwą przyjemnością i znów bawić się fotografią. Myślę, że przy wyżej wspomnianym Sony A7III nie odczułbym zmiany aż tak mocno. 

Zdaję sobie oczywiście sprawę, że można znaleźć wiele testów, w których te obiektywy wypadają bardzo podobnie. Osobiście widzę w obiektywie Zeissa pewną plastyczność, jest też przeskok w jakości zdjęcia, którego tak bardzo poszukiwałem i którego wcześniej nie dostrzegałem. Porównałbym ten efekt do instrumentów – choć pod względem fizycznym skrzypce Stradivariusa nie różnią się w żaden sposób od skrzypiec światowej klasy lutników, to jednak mają coś takiego w sobie, czego nie da się wyrazić liczbami. Takie są moje odczucia przy porównywaniu współpracy z Sigmą do współpracy z Zeissem. 

To chyba jedne z moich ulubionych zdjęć, które zrobiłem zestawem Sony A7RIII + Zeiss Batis 40mm F2.0. Ten zeissowy kontrast bardzo mi odpowiada, a poziom detali jest cudowny. Myślę, że przy wrzucaniu zdjeć do internetu Sony A7III dałby bardzo zbliżony efekt, ale jednak ta R-ka jest tym dodatkowym plusikiem, z którego planuję korzystać jak najczęściej.

Nagrywanie wideo? Da się

Nie jestem największym filmomaniakiem, ale zdarzyło mi się nagrać kilka filmów w slow-mo czy 4K i zdecydowanie aparat daje radę. Co prawda przy 4K jest dość duży crop, ale byłem na to gotowy – aparat jest mi potrzebny zdecydowanie do zdjęć, a nie do filmów. Do nagrywania korzystam najczęściej z obiektywu Sigmy 16mm 1.4, konstrukcji przeznaczonej do aparatów z matrycami APS-C, ponieważ przy dużym cropie szkło pokrywa cały obraz. Na ciaśniejsze kadry mam też obiektyw Zeiss Batis 25mm (recenzja tutaj), który świetnie sobie w nagrywaniu radzi. Recenzja Sony A7RIII bez akapitu o nagrywaniu nie byłaby kompletna, więc jeżeli jest to jeden z Twoich priorytetów, to ten model powinieneś sobie odpuścić.

Recenzja Sony A7RIII – czułość ISO i szumy

Duże matryce mają niestety to do siebie, że nie radzą sobie zbyt dobrze w gorszym świetle. ISO, czyli parametr określający czułość matrycy, nie jest aż tak elastyczne jak w modelach z mniejszą liczbą pikseli. Nie oznacza to jednak, że A7RIII źle sobie radzi w gorszym świetle – po prostu do pewnego momentu szum może nadrobić dużą rozdzielczością, która po lekkim downscalingu zapewni nam nadal wysoką jakość obrazu. Powiedziałbym, że w połączeniu z Zeissem bez problemu używam ISO do 3200, gdzie szum już jest widoczny, ale nie przeszkadza w odbiorze zdjęcia. Jeżeli fotografowanie w ciemności jest Twoim priorytetem, to odpuść ten model na rzecz A7III czy też A7SII lub III.

Łączenie z telefonem – dramat nie z tej ziemi

Połączenie Sony A7RIII z moim iPhonem 8 lub iPhonem 11 mojej dziewczyny to droga przez mękę. Łączyć się muszę zawsze dwa razy, bo za pierwszym razem, po sekundzie, aplikacja zrywa połączenie. Co więcej, drugi raz nigdy też nie jest pewien i czasem pomaga tylko reset aparatu i telefonu. Podłączenie do komputera jest na szczęście mniej problematyczne, ale nadal aplikacja Imaging Edge Desktop potrafi się nieprzyjemnie zaciąć w ciągu 5 sekund od otwarcia i muszę ścigać się z czasem – o dziwo, jeżeli zdążę uruchomić moduł remote, to tu już wszystko działa jak należy. Naprawdę mam ogromną nadzieję, że Sony ogarnie Imaging Edge Mobile i połączenie nie będzie bez przerwy zrywane. Ah, jeszcze temat Bluetooth – chyba nigdy nie udało mi się połączyć telefonu z aparatem do zapisywania lokalizacji na zdjęciach. DRAMAT.

Czy warto kupować Sony A7RIII?

I tak, i nie. Jeżeli zależy Ci na dużej rozdzielczości, bo pracujesz głównie ze zdjęciami produktowymi lub w studio, to zdecydowanie Sony A7RIII jest warte rozważenia. Jeżeli szukasz aparatu uniwersalnego, nawet ze wskazaniem na foto, to na dzień dzisiejszy szedłbym w stronę Sony A7III, a zaoszczędzone pieniądze wykorzystał np. na dołożenie do używanego Zeissa, oczywiście po przeczytaniu poradnika Jak kupować tanio obiektywy ( ͡° ͜ʖ ͡°) 

Jeżeli nie nagli Cię zakup aparatu, to poczekałbym na ewentualne Sony A7IV. Prawdopodobnie będzie to aparat najlepszy w swoim rodzaju, niezwykle uniwersalny, który może też doprowadzić do obniżki cen innych body. Czekanie doradzam tylko w przypadku, w którym nie potrzebujesz nowego aparatu na już.

Ja jestem ze swojego A7RIII bardzo zadowolony i – jeżeli masz na uwadze kupowanie najostrzejszych szkieł na rynku – zdecydowanie polecam do zastosowań profesjonalnych i hobbystycznych. Jeżeli ciekawi Cię, dlaczego zdecydowałem się na ten aparat, to przeczytaj ten wpis.

Aparat Sony A7RIII kupiłem w sklepie cyfrowe.pl. Jeżeli kupisz aparat z tego linku afiliacyjnego, ja dostanę małą prowizję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*
*