sesja-zdjeciowa-inspirowana-serialem-true-detective-4

Leci właśnie 3 miesiąc prowadzenia bloga. Przeprowadziłem Was już przez moje pierwsze sesje, starając się opisać, co zrobiłem dobrze, a co źle; w którym miejscu mogłem coś poprawić, a z którego, jak na swoje umiejętności, byłem zadowolony. Dziś jednak stan rzeczy ulega pewnej zmianie. Sesja inspirowana serialem True Detective to sesja, którą zrobiliśmy po kupieniu przeze mnie nowego aparatu, kiedy wiedziałem już, że chcę związać się z fotografią na stałe. Minęło ponad półtora roku od dnia, w którym zacząłem robić zdjęcia, czas więc się sprawdzić.

Trochę True Detective, trochę Ameryka, trochę bolesna miłość

W tej sesji zagrało wszystko. Znaleźliśmy z Bartoszem i Kasią świetne miejsce, ich ubrania idealnie ze sobą współgrały. Widać między nimi też pewną chemię, bo czują się bardzo dobrze przed obiektywem aparatu. Ja również byłem natchniony i zmotywowany, a to ma przecież ogromny wpływ na to, jak wychodzą końcowe zdjęcia. Nie mogliśmy wymarzyć sobie lepszego miksu. W tym miejscu bardzo pragnę im oczywiście podziękować, bo bez nich nie udałoby mi się w końcu zrobić sesji, z której byłbym aż tak zadowolony.

Korzystałem z dwóch obiektywów – Sigmy 35mm oraz Sony 85mm – i swojego nowego aparatu, Sony A7RIII, poznając dopiero jego możliwości. Zachwyciłem się matrycą o wysokiej rozdzielczości i poziomie detalu, który widać szczególnie na zbliżeniach. Podczas postprodukcji musiałem się sporo bawić kolorami, jednak koniec końców udało mi się uzyskać fajny, choć ciut nierówny pomiędzy zdjęciami, efekt zamglenia i brudu (True Detective to True Detective!). Bardzo żałuję, że nie miałem wtedy swojego Zeissa, bo ciekawi mnie, jakby wyszły te zdjęcia z lepszym kontrastem i charakterystycznym popupem.

Swoją drogą, powyżej napisałem tak, jak najczęściej mówimy: jak wyszłyby te zdjęcia. A przecież one same nie wyjdą, przecież to moja i moich modeli zasługa. Mamy tendencję do obniżania wartości własnych osiągnięć, zamiast mówić o nich z dumą, żeby przypadkiem nie zostać uznanymi za chwalipięty. No więc, drodzy czytelnicy, ja postaram się od dzisiaj nigdy więcej nie powiedzieć, że coś mi wyszło, a zawsze mówić, że coś zrobiłem i osiągnąłem.

Więcej nie przynudzam – zapraszam do poniższej galerii, w której zobaczycie pierwszą sesję zdjęciową, z której jestem autentycznie dumny!

Aparat: Sony A7RIII (recenzja aparatu)
Obiektywy: Sigma Art 35mm F1.4 (recenzja obiektywu) (link do produktu prowadzi do nowszej wersji obiektywu)
Sony FE 85mm F1.8 (recenzja obiektywu)

Linki do produktów to linki afiliacyjne. Jeżeli coś przez nie kupisz, ja dostanę małą prowizję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*
*