Pierwsze zdjęcia, które wywołały u mnie efekt „wow”. Niesamowicie mi się podobały, czy to przez wzrost moich umiejętności, piękną scenerię, czy też nowy, kupiony specjalnie pod ten wyjazd, obiektyw. Sesja zdjęciowa w Rzymie to sporo pozytywów – zobacz sam!

Pocztówka z Rzymu

Taras widokowy w Ogrodzie Pomarańczowym w Rzymie to piękne miejsce, wymagał też więc pięknych zdjęć. Razem z Julią poszliśmy tam na zachód słońca i nie zawiedliśmy się – wyzwaniem jednak było robienie zdjęć pod światło, z czym nie miałem wtedy za dużo doświadczeń. Mimo to udało mi się uchwycić kilka bardzo dobrych kadrów, z których nawet dziś jestem naprawdę zadowolony.

Przede wszystkim rzucają się w oczy dwa kąty, pod którymi robiłem zdjęcia. Jeden, gdzie słońce oświetla Julię od boku, a niebo jest niebieskie i kolory są nasycone, żywe. Drugi, centralnie pod słońce, gdzie modelka jest ciemna, a robotę robi niebo i flary. W tym wypadku, korzystając z nowego obiektywu wyższej jakości niż Sony oraz filtra polaryzacyjnego, poradziłem sobie dość dobrze z dobraniem odpowiednich parametrów.

Dzięki temu, mimo że Julia jest dość ciemna, to nadal bogata w detale. Nie jest czarna, choć mocno zacieniona, i tym razem faktycznie nie wygląda to jak błąd – bo też błędem nie było, w tę stronę robiłem tak zdjęcia celowo. Najważniejszym aspektem jest to, że Julia nie jest częściowo spowita w słońcu, w związku z czym kolory i detale są na niej pokazane równo, bez potrzeby dodatkowego szlifowania w postprodukcji.

Zdjęcia pod kątem, ze słońcem, były już dość proste do zrobienia z takim sprzętem i przy takim świetle – wystarczyło się odpowiednio ustawić i voila! Ogromną robotę robi bardzo bogate niebo i subtelne, złote światło na samym brzegu mojej modelki. Szkoda tylko, że zdjęcia są dość podobne do siebie, w związku z czym bez różnicy, czy umieszczę ich tu 5, czy 18. 

Na niektórych zdjęciach widzę też, że nie do końca było mi po drodze z poziomicą, a nawet w postprodukcji do prostowania chyba nie przykładałem zbyt dużej uwagi. No i moja matryca była matryca brudna, co szczególnie widać na dwóch czy trzech zdjęciach na niebie – w pewnym momencie było tak jasno, że musiałem przymknąć przesłonę dość konkretnie (swoją drogą, zobaczcie jaki progres w porównaniu do Florencji – miasto pięknie widoczne w tle, przysłona 1.4 niepotrzebna 😎). Wtedy dopiero pył na matrycy ma znaczenie. Of kors uciąłem Julii nogi na zdjęciu w poziomie, no ale nie można mieć wszystkiego.

Jest się z czego po latach pośmiać, ale koniec końców z tych zdjęć naprawdę byłem i jestem zadowolony. Po 5 miesiącach nieustannej nauki, w końcu zaczęło mi coś wychodzić i dostałem kopa motywującego do dalszego działania. Sesja zdjęciowa w Rzymie to sesja zaliczona, w moich oczach, na piątkę!

PS: na sam koniec totalny banger. To zdjęcie dało mi jeszcze większego kopa niż powyższa sesja i uodporniło na myśli, że może jednak nie powinienem się zajmować fotografią, na kilka miesięcy 😉

Aparat: Sony a6300
Obiektyw:Sigma Art 35mm F1.4 (recenzja obiektywu) (link do produktu prowadzi do nowszej wersji obiektywu)
Modelka: Julia Ziółkowska

Linki do produktów to linki afiliacyjne. Jeżeli coś przez nie kupisz, ja dostanę małą prowizję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*
*