jak-zrobilem-zdjecie-ze-stronami-z-ksiazki-final-photoshop

Ostatnio na potrzeby wpisu o czytniku ebooków Inkbook Calypso Plus oraz jednego TikToka pobawiłem się trochę w Photoshopie. Poczułem przypływ inspiracji i chciałem wykorzystać dość oklepany motyw, żeby sprawdzić, czy nadal jestem w miarę biegły w fotomontażu. Na co dzień raczej preferuję zostawiać zdjęcia takimi, jakie są, i nie „pucować” za dużo w PS, ale mimo wszystko uważam to za przydatną umiejętność. Dziś opiszę krok po kroku, jak zrobiłem zdjęcie z latającymi stronami wyrwanymi z książki.

Krok pierwszy — rozstawienie statywu, wyrwanie stron, próby portretu

Na potrzeby jednego zdjęcia dla Julii kupiliśmy kiedyś starą, zniszczoną książkę. Jako że wcześniej wyrwaliśmy z niej strony, to teraz mogły mi one posłużyć jako latające kartki. Zacząłem więc od ustawienia kadru i zrobiłem parę prób, żeby zobaczyć, jak będę wyglądał. Choć napisałem kiedyś wpis o tym, jak pozować do zdjęcia, to muszę przyznać, że aktualnie czuję się trochę rusty i musiałem trochę tych prób poprzechodzić.

Kiedy już uchwyciłem siebie w odpowiednim momencie i zaakceptowałem zdjęcie, pozostało mi tylko uchwycić spadające kartki. Zostawiłem swój aparat Sony na statywie tam, gdzie stał, i zacząłem się bawić. Połączyłem telefon z aparatem, ustawiłem serię i prędkość migawki na takie 1/250, po czym przystąpiłem do działania. Prób było wiele, ponieważ zależało mi na jak największej liczbie dobrych ujęć ze stronami w powietrzu. 

Krok drugi — wybór zdjęć i obróbka

Kiedy robiłem zdjęcia, było już dość ciemno. Nie obawiałem się szumu na swoim zdjęciu — mogłem spokojnie działać z niską prędkością migawki — ale kartki musiały być jednak porządnie zatrzymane w czasie. Z tego względu podbiłem ISO do 3200, jak nawet nie więcej. Nie obawiałem się szumu, ponieważ korzystam z w miarę nowoczesnego sprzętu, ale też wiedziałem, że później i tak te strony będę musiał wystylizować.

W Lightroomie na szczęście bardzo łatwo można wszystkie zdjęcia obrobić dokładnie tak samo, szczególnie wtedy, gdy były zrobione ze statywu. Zdjęcia ze stronami musiałem oczywiście trochę bardziej rozjaśnić, ale ogólnie — cel został osiągnięty. Jako że zdjęcia robiłem około 20 czy 21, to wyszły dość szare, na taki więc postawiłem klimat. Lekko je rozjaśniłem, zwiększyłem temperaturę, zmniejszyłem przejrzystość i postanowiłem resztą zająć się w Photoshopie.

Krok trzeci — przeklejanie stron

To było trochę więcej zabawy. Zacząłem oczywiście od tego, że skorzystałem z photoshopowego narzędzia do wycięcia samego siebie ze zdjęcia. Zaznaczyłem prostokąt, w górnej części programu kliknąłem „zaznacz temat” i w zasadzie miałem już siebie wyizolowanego, na nowej warstwie. Wtedy przystąpiłem do kopiowania stron.

Nie chciało mi się kopiować każdej strony po kolei, więc po prostu zacząłem wycinać kawałki zdjęć i wklejać je na swój portret. Kiedy miałem tych stron już kilka, to dopiero wtedy przystąpiłem do właściwej pracy. Narzędziem „pióro” zaznaczałem interesujące mnie strony na każdej warstwie, potem wybierałem opcję „utwórz zaznaczenie” i „zaznacz odwrotnie”, i usuwałem resztę zdjęcia, zostawiając samą kartkę. Powtórzyłem ten proces paręnaście razy, dzięki czemu miałem każdą stronę na nowej warstwie. Pamiętaj, żeby zawsze pracować na nowych warstwach – takie działanie zdecydowanie ułatwia życie i dobrze wyrobić sobie nawyk od samego początku pracy z PS.

Krok czwarty — ostateczna obróbka

Strony wyglądają jeszcze zbyt ostro. W wielu miejscach przykrywają mnie, czyli temat, a do tego mają charakterystyczne, jasne ramki. Kopiując warstwy i rozmywając je małymi kroczkami zacząłem pozbywać się tych efektów. Później zająłem się wyrównaniem tylnej ściany i, oczywiście, samego siebie. 

Ostateczny efekt jest zadowalający. Nie powiedziałbym, że spektakularny, ale też nie chciałem poświęcać dodatkowej godziny czy dwóch na docinanie każdej strony, wyrównywanie wszystkich kolorów i budowanie głębi. Zależało mi na tym, aby zrobić fajne zdjęcie, na którym oko się zatrzyma, a obserwator zostanie lekko zaintrygowany. Nie jest to zdjęcie do żadnego zlecenia, ale zabawa dla samego siebie, stąd też mogę je tak zostawić, jak jest. Zdjęcie wypucowane na amen to w głównej mierze wszystko powyższe zrobione dokładniej i skrupulatniej — zasada natomiast jest naprawdę zbliżona. 

Z powyższego wpisu dowiedziałeś się z grubsza, jak możesz zrobić taki fotomontaż i możesz już zacząć działać. W trakcie, i z każdym kolejnym zdjęciem, Twoje umiejętności będą rosły i fotomontaże będą wychodzić lepsze i lepsze. Nawet jeżeli nie robisz ich bardzo często, to uważam, że warto takie umiejętności posiadać — z pewnością pomogą nie tylko w wycinaniu kartek, ale też w różnych, innych sytuacjach. Takich sztuczek w repertuarze nigdy za wiele!

Aparat: Sony A7RIII (recenzja)
Obiektyw: Zeiss Batis 40mm F2.0 (recenzja obiektywu)
Statyw: Sirui Traveler 7C

Linki do produktów to linki afiliacyjne. Jeżeli coś przez nie kupisz, ja dostanę małą prowizję.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*
*